Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót2009-03-10

Śpiewać każdy może

Żądza władzy

W Domostwie napięcie sięgało zenitu. Do godziny "zero" pozostawało coraz mniej czasu. Znany z perfekcjonizmu Digitus chciał, aby wszystko zostało dograne w najdrobniejszych szczegółach. Jego podwładni szerokim łukiem omijali narożny gabinet. Nie wszystkim jednak to się udawało.
- Agnieszko, poproś Rozłożystego- Digitus wychylił się zza drzwi.

Po chwili Rozłożysty siedział już przed szefem.

- Kiedy wreszcie będzie napisana ta kronika dziesięciolecia Domostwa? Zaproszenia na Tewiego rozesłane? Ile osób będzie na jublu?- Digitus zasypał pytaniami swojego podwładnego?

- Wszystko powoli się już wyjaśnia. Kronika się drukuje. Goście do piątku mają potwierdzić swój udział w przedstawieniu i jublu- relacjonował przygotowania Rozłożysty.

- Dochodzą mnie słuchy, że niektórzy są niezadowoleni z miejsc na Tewiego w "Przodowniku"?

- Byli niektórzy z pretensjami, ale sala w "Przodowniku" nie jest szersza niż dłuższa i nie mogą wszyscy siedzieć w 5-6 rzędzie. Ktoś musi siedzieć w końcowych rzędach.

- Zgadzam się z tobą, ale pamiętaj, żeby pismakom dać dobre miejsca, bo nas później źle opiszą.

- Dałem im miejsca w ósmym rzędzie. Nie powinni narzekać.

- Dobrze, dobrze- z aprobatą odparł Digitus.

- Jak przygotowania do akcji "Bankiet"?- zażartował zadowolony z meldunku Rozłożystego i nieco rozluźniony już Digitus.

- Wszystko w jak najlepszym porządku- uśmiechnął się po szelmosku Rozłożysty.

- Tak trzymać, tak trzymać...

***

Lisicki również czuł podekscytowanie. Miał wystąpić przed kobietami Ostrojazdu z okazji ich święta. Chociaż występy publiczne nie były dla niego pierwszyzną, bo nie robił w grodzie tajemnicy ze swej muzycznej przeszłości.

- Muszę jakiś żart sobie obmyślić na sobotę, żeby błysnąć przy tym Morce- myślał w swoim gabinecie przy Doktorskiej. - Muzyka, śpiew, może coś nawiążę, że ja też gram i śpiewam.

***

Kiedy wódz Ostrojazdu pojawił się w największej sali estradowej w grodzie i ujrzał tłumy miejscowych białogłów, strach go trochę obleciał, ale z obmyślonego planu już się nie wycofał. Z życzeniami poszło mu gładko, natomiast żart przygotował na podsumowanie koncertu.

- Żałuję, że nie mogłem też zaśpiewać, bo lubię czasami. Ale cóż, wiem, że poziom mojego śpiewu nie dorównuje artystom- powiedział ze sceny, kiedy wyszedł, by podziękować artystom.

- Nie ma problemu, zaśpiewamy razem?- zaproponował znany tenor, a widząc wahanie wodza, dodał. - Słowo się rzekło.

- Może innym razem, żebym mógł się przygotować- odpowiedział zaskoczony propozycją i zmieszany Lisicki.

Siedząca w szóstym rzędzie pani w berecie powiedział do swej sąsiadki:

- Patrz Hela, jakiego karpika strzelił Lisicki.
//

Podziel się ze znajomymi:
Czytany: 5645 razy,
ostatnio: 2020-07-07 07:53:15
Skomentuj artykuł:
Powrót