Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót2009-02-02

Nowe w Kościele?

Wieści dziwnej treści

W ostatnich dniach byliśmy świadkami niezwykle doniosłego, historycznego i zapewne przełomowego, dla nas, katolików wydarzenia, choć nie wszyscy zdają sobie sprawę z jego rangi. Oto Ojciec Święty Benedykt XVI zdjął ekskomunikę z przywódców konserwatywnego Bractwa Św. Piusa X, ku wściekłości środowisk żydowskich i modernistycznych hierarchów katolickich oraz piewców ekumenizmu; na rodzimym zaś, polskim, klerykalnym gruncie - ze szczególnym uwzględnieniem wściekłości byłych Tajnych Współpracowników. Ale zacznijmy od początku...

Kliknij na ikonę aby powiększyć załącznik
Dla osób zainteresowanych przedmiotem Sobór Watykański II, który kardynalnie zmienił nie tylko ryt mszy świętej, ale w ogóle wywrócił do góry nogami istotę katolicyzmu, wypaczając - z pomocą lansowanego ekumenizmu - to, czego nauczał Chrystus, był zmanipulowany przez agentów sowieckich wywiadów i środowiska masonerii, licznie reprezentowanej przez hierarchów podczas soboru. Ba, znane są nazwiska tych dostojników, a co najmniej jeden z nich był wcześniej napominany z tych względów przez Ojca Świętego. Patrząc na owoce soboru - protestantyzacja mszy, odpływ wiernych, zamykanie kościołów w Europie, zamienianie ich w sale wystawowe, w których prezentuje się popłuczyny "performerów" - była to koronkowa, starannie przygotowywana akcja mająca przyczynić się do osłabienia, wręcz upadku Kościoła katolickiego. Przeciwko niektórym ustaleniom Soboru protestowało w owym czasie zwłaszcza polskie duchowieństwo, jego zwierzchność, wskazując dalekosiężne, negatywne skutki wprowadzanych zmian, śladów czego próżno dziś szukać w oficjalnych biogramach niektórych hierarchów.

Celem ocalenia wiekowego dziedzictwa Kościoła katolickiego i dotychczasowego obrządku zwanego Mszą Trydencką, Mszą Łacińską lub Mszą Wszech Czasów, powołane zostało Bractwo Św. Piusa X (1970 r.). W roku 1988, widząc obliczoną na jego śmierć jako rozwiązującą "problem", wyczekującą postawę Watykanu, arcybiskup Lefebvre bez zgody papieża wyświęcił czterech biskupów, powołując się na zawarty w prawie kanonicznym zapis o wyższej konieczności w związku z zagrożonym, mówiąc metaforycznie, "depozytem wiary". Jan Paweł II w następstwie tego czynu uznał, iż biskupi ściągnęli na siebie ekskomunikę "automatyczną" mocą samego prawa (o tym za chwilę).

Mimo to Bractwo Świętego Piusa przez wszystkie lata uznawało zwierzchność Watykanu i wielokrotnie broniło Ojca Świętego. Bractwo to nigdy jednak nie zaakceptowało wprowadzonego na całym świecie "nowego obrządku" mszy świętej oraz niektórych, wypaczających naszą wiarę postanowień Soboru Watykańskiego II. Zadrą był tu dziwnie pojmowany ekumenizm, który doprowadził do sytuacji, w której w imię "pojednania" międzyreligijnego odchodzi się od tego, co jest istotą katolicyzmu; innymi słowy, na ołtarzu owego "pojednania" coraz częściej religia katolicka, chrześcijańska, rezygnuje ze swych atrybutów i dogmatów. Symbolicznym tego wyrazem była m.in. sytuacja, w której Ojciec Święty Jan Paweł II całował Koran czy uczestniczył w ekumenicznym obrządku, z udziałem m.in. szamanów; w wymiarze praktycznym zaś, Kościół katolicki de facto uznał, że istnieje zbawienie poza Kościołem, a inne religie są równoprawne, co stanowi przecież herezję. W tle zaś tego wszystkiego słychać było i słychać nadal natarczywy jazgot o przebaczaniu, w tym za wyprawy krzyżowe, jazgot o współodpowiedzialności za holocaust itp., co postawiło Kościół w defensywie, każąc mu cały czas się za coś tłumaczyć i przepraszać. Natomiast w zakresie dialogu z judaizmem ów "ekumenizm", co przyznał niedawno nawet jeden z zajmujących się tym "dialogiem" kapłanów, sprowadza się do jednostronnych ustępstw wobec kolejnych roszczeń środowisk żydowskich, czego wyrazem było (skuteczne!) domaganie się przez te środowiska zmiany niektórych modlitw (konkretnie tej, w której modlimy się za nawrócenie Żydów).

Bractwo Świętego Piusa X postanowiło więc bronić "depozytu wiary", dostrzegając, jak niszczony od środka jest Kościół katolicki, widząc, jak rozpływa się, zatraca swój charakter i swoją istotę.

W wymiarze mszy świętej zmiany były równie głębokie - jeszcze parę dekad temu odprawiało się je po łacinie, szereg obrządków wyglądał zupełnie inaczej, zaś kapłan zwrócony był przodem do Najświętszego Sakramentu, nie zaś jak teraz, w stronę wiernych, odprawiając swoje, przepraszam za wyrażenie, show dla ludu. Już w tej sferze mamy do czynienia z czymś symbolicznym, ze znakiem czasów - oto kapłan stoi odwrócony przez większość czasu tyłem do "Świętego Świętych", zaś centralnym podmiotem mszy nie jest Bóg, ale lud...

Tak więc Lefebryści ocalili starą, inaczej przeżywaną mszę naszych dziadów. Nas wszystkich jednak Sobór i modernizm w kościele praktycznie pozbawiły całego dziedzictwa, powstała pokoleniowa, kilkudekadowa wyrwa i miliony ludzi na całym świecie nawet nie wiedzą, że uczestnicząc w nabożeństwie, biorą udział w czymś zupełnie innym, niż ich dziadkowie. Ciekawe jest tu wspomnienie mojego kolegi, który przebywając jako młody człowiek w Niemczech, mógł pewnej niedzieli wziąć udział jedynie w mszy protestanckiej i bardzo się wówczas zdziwił, że w zasadzie niewiele się ona różni od naszej. Natomiast po latach, gdy poszedł na Mszę Wszech Czasów, różnice były dla niego tak wielkie, że czuł się zagubiony... Okazało się, że temu, co dziś katolickie, znacznie bliżej do tego, co protestanckie, niż do tego, co funkcjonowało przez wieki.

I tak doszliśmy do czasów obecnych. Ojciec Święty Benedykt XVI dostrzega zagrożenia dla współczesnego Kościoła, który ma być Kościołem wiernych uczniów Chrystusa, nie zaś Kościołem, który za wszelką cenę, chcąc złowić jak największą liczbę "duszyczek", idzie na "kompromisy", "demokratycznie" odchodząc tu i ówdzie od prawd wiary, by podobało się to i było "ku wygodzie" wiernych, tudzież ukontentowało nastawiony wrogo do katolicyzmu Główny Rabinat Izraela. Taki Kościół staje się bowiem wręcz zaprzeczeniem nauczania Chrystusa.

Pierwszym symbolicznym znakiem zmian było ogłoszenie przez nowego papieża motu proprio (2007 r.), w którym przywraca się Mszę Trydencką. W wymiarze praktycznym nie zmieniło się jednak nic - bo też i po dziś dzień w seminariach nie uczą dawnej mszy i nikt, poza najstarszymi kapłanami, nie potrafiłby jej odprawić. Na szansę do zapoznania wiernych z mszą ich przodków nie ma co liczyć, również z uwagi na postawę biskupów - modernistów. Klasycznym tego przykładem jest biskup tarnowski Wiktor Skworc, współpracujący z bezpieką jako TW "Dąbrowski", ten sam, który jak się okazało, usilnie zabiegał o wstrzymanie publikacji ks. Tadeusza Isakowicza - Zaleskiego i ten sam, w obronie którego kapłani diecezji podpisywali "spontaniczny" list, w którym protestowali przeciwko książce, której nie widzieli. Biskup ów ostrzegał przed "ekskomunikowanym" bractwem w listach pasterskich i wciąż jakby nie dostrzega decyzji Watykanu. Dochodziło wręcz do sytuacji, w której prowincjonalni kapłani podczas mszy wskazywali na wiernych, którzy z racji uczestnictwa w mszy odprawianej przez Bractwo Św. Piusa X są "ekskomunikowani". Jeszcze z początkiem tego roku zdarzały się przypadki, w których chodzący po kolędzie ksiądz po otwarciu drzwi ostentacyjnie oświadczał, że on do "ekskomunikowanych" nie wejdzie.

Tymczasem nawet gdyby ekskomunika zaistniała, obejmowałaby biskupów, nie zaś wiernych. Tyle że tej głośnej ekskomuniki... nigdy nie było. Z tym większym więc zażenowaniem czytam ostatnie informacje o "zdjęciu ekskomuniki" z Bractwa. Otóż ekskomunika owa "z urzędu" nie została w określony prawem kanonicznym sposób ogłoszona, a poza tym, jak pisałem, abp Lefebvre działał w stanie wyższej konieczności i z pewnością kiedyś doczeka się zaliczenia w poczet świętych. Innymi słowy: Benedykt XVI nie tyle zdjął ekskomunikę, co uznał ją za niebyłą, zaś Bractwo - za członków Kościoła katolickiego. Rzecz jasna bractwo nie zrezygnowało ze swych zastrzeżeń wobec Soboru Watykańskiego II i z pewnością dojdzie jeszcze do wielu rozmów. W odróżnieniu jednak od "zionących ogniem piekielnym" listów pasterskich wymierzonych w "Lefebrystów" tym razem listów pasterskich informujących o obecnym stanie rzeczy zapewne nie będzie. Jakże znamienna jest za to postawa niektórych księży i biskupów - kłamiących w oczy wiernym, że "przecież u nas raz w tygodniu odprawia się mszę po łacinie". Tymczasem różnica między "mszą po łacinie" a Mszą Łacińską, Trydencką, jest jeszcze większa niż różnica między mszą w jakiej uczestniczymy co tydzień, a tą, którą odprawiają niektórzy misjonarze, z całymi tymi posążkami przodków tubylczych plemion, "pochowanymi" na terenie katolickiej podobno świątyni.

Zaiste, wielki jest opór modernistów w Kościele katolickim, i przykład biskupa tarnowskiego przywołałem tu nie bez kozery, bo najbardziej możliwości powrotu do tego, co trwało wieki, obawiają się dziś te same kościelne kręgi, które prowadzone były na smyczy swoich oficerów prowadzących i które dziś z kapusiów i donosicieli robią "ofiary" "dzikiej lustracji", stawiając się w roli autorytetów moralnych.

Decyzja Benedykta XVI jest nie w smak wszystkim tym kręgom, z niektórymi kręgami żydowskimi włącznie, które wiary chrześcijańskiej, a już zwłaszcza katolickiej, organicznie nie znoszą, życząc jej jak najgorzej. To te same kręgi, które ponoszą odpowiedzialność za takie, a nie inne ustalenia Soboru Watykańskiego II, które doprowadziły Kościół katolicki na świecie do głębokiego kryzysu. Wyraźnie pokazuje to wrzawa wokół należącego do Bractwa Piusa X bp Williamsona, który miał poddać w wątpliwość istnienie komór gazowych w nazistowskich obozach zagłady oraz liczbę ofiar wśród Żydów. Owa wypowiedź, (za którą bp przeprosił), zarejestrowana została w listopadzie ub. roku. Nie wiedzieć czemu światło dzienne ujrzała jednak dopiero teraz, dokładnie 21 stycznia. Jak podała "Fronda.pl", właśnie tą datą opatrzony jest "dekret zdejmujący ekskomunikę, który opublikowano trzy dni później"... Wnioski wyciągnijcie sobie Państwo sami...

Próby powstrzymania powrotu Kościoła katolickiego do swoich korzeni jak widać podejmuje się na różne sposoby i podejmować się będzie nadal. Doraźne wyciąganie wypowiedzi pojedynczych kapłanów i rozciągania odpowiedzialności za nie na całe środowisko to jeden z wielu, znanych socjotechnicznych chwytów, mających na celu obrzucenie błotem i kompromitację danego środowiska. Oburzenie Żydów, zerwanie stosunków Głównego Rabinatu Izraela z Watykanem, w akcie protestu przeciwko takiemu "krokowi wstecz", jakim było "zdjęcie" ekskomuniki z "Lefebrystów", bo jeden kapłan palnął coś antysemickiego, a antysemityzm to jak wiadomo, jeden z "dogmatów" naszej wiary - jest nie tylko przykładem mieszania się w wewnętrzne sprawy Kościoła katolickiego (jakoś dziwnie ani Watykan, ani np. polski rząd nie zrywa stosunków dyplomatycznych z Izraelem, w proteście przeciwko notorycznemu nauczaniu młodych Żydów o "wyssanym z mlekiem matki antysemityźmie Polaków" i naszej "odpowiedzialności" za Holocaust); owo oburzenie Żydów, a także oburzenie i różne działania wszelakiej maści modernistów w kościele, hierarchów - członków lóż masońskich - jasno pokazuje, iż środowiskom tym zależy, aby Kościół katolicki ulegał dalszej protestantyzacji i coraz bardziej odchodził od nauczania Chrystusa. A jako że słowo "ekumenizm" stało się w obecnych czasach "nowym wyznaniem wiary" (jak usłyszałem niedawno w katolickim radio - "ekumenizm nie jest dodatkiem, on wynika z istoty kościoła") - to i nie dziwota, że do grona cynicznych łajdaków ochoczo dołączają tzw. "pożyteczni idioci" w sutannach, rżnąc czujnie, na polecenie biskupa, gałąź na której siedzą aż miło! Niektórych takich kapłanów, gotowych np. kręcić młynka nad głową różańcem na młodzieżowych spędach, "bo nowoczesnym trza być", mógłbym wymienić z nazwiska. Przy czym znamienne tu jest, że o ile przeszkadzają im ci "schizmatycy", "Lefebryści", których nierzadko na oczy nie widzieli, to jednocześnie nie przeszkadzają im te rozmaite "Wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym", z "rękami wyciągniętymi ku górze", "gadaniem językami" i całym tym szafarzem nadającym im charakter sekt, którymi są w istocie...

Nie dane mi było dotąd uczestniczyć w Mszy Wszech czasów. Straciłem ją, pozbawiony wielowiekowego dziedzictwa, jak miliony innych ludzi. I przeraża mnie obserwacja, że w całej Europie zamykane są kościoły, czy że ludzie przechodzą coraz częściej na bardziej restrykcyjny (!) Islam; przeraża mnie gdy czytam, widzę, jak odchodzi się od prawd wiary, przerażają mnie śluby dla gejów udzielane przez protestanckich księży, przymuszanie chrześcijańskich organizacji adopcyjnych do przekazywania dzieci homoseksualnym parom i szereg innych tego rodzaju zdarzeń - procesów, które toczą po równi pochyłej chrześcijaństwo, zmieniając je coraz bardziej w barbarzyński obrządek, z pełnym przyzwoleniem na wszystko, bo "Bóg jest miłością". Jeśli kościół katolicki ma przetrwać, zachowując nauczanie Chrystusa, musi powrócić do swoich korzeni, do źródła, do którego odwrócił się tyłem. Ojciec Święty Benedykt XVI wykonał bardzo odważny i bardzo potrzebny krok. Obawiam się jednak, czy starczy sił wobec modernistycznego betonu biskupów, kardynałów, episkopatów, który to beton, wespół z "autorytetami moralnymi" bronionymi przez swoich (dawnych?) oficerów prowadzących, będzie proces odnowy kościoła torpedować...
/M. Poświatowski/

Podziel się ze znajomymi:
Czytany: 5839 razy,
ostatnio: 2021-02-28 22:25:18
Skomentuj artykuł:
Powrót