Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót2010-02-08

Po tych rządach długo będziemy się wygrzebywać

Jarosław Kaczyński o wyborach, polityce wobec Ukrainy, polskiej gospodarce i Traktacie z Lizbony

Uważa, że po rządach PO, które zadłużyły kraj na niespotykaną skalę Polska będzie się "długo wygrzebywać". Z kolei polityka zagraniczna rządu jego zdaniem "zadowala się medialnymi, bardzo słabymi pozorami" stąd "wszystkie ważne sprawy przegraliśmy". Sprzeciwia się planowanej reformie KRUS, a plan konsolidacji finansów publicznych określa jako "kilka haseł opracowanych na kolanie". Pytany o milczenie w sprawie "brunatniejącej" Ukrainy czyniącej z UPA bohaterów stwierdza: "na pewno bardzo źle czyni dla Polski każdy, kto próbuje z Ukrainą zaostrzać stosunki". Zaś za "negocjacyjny sukces" w przypadku Traktatu z Lizbony uważa m.in. fakt, iż udało się szereg niekorzystnych dla Polski postanowień "odwlec w czasie". Z prezesem Prawa i Sprawiedliwości Jarosławem Kaczyńskim rozmawia Mirosław Poświatowski.
Kto będzie stał na czele kampanii wyborczej Lecha Kaczyńskiego? Prezes PiS stwierdza, że na pewno nie będzie to jego osoba. Zapytany o decyzję Donalda Tuska który zapowiedział, że rezygnuje z kandydowania Jarosław Kaczyński zauważa, że Donald Tusk "tak ciężko pracował na to, żeby pozycja prezydenta była słabsza" że nawet wygrywając "znalazłby się w trudnej sytuacji". Z kolei poproszony o porównanie polityki zagranicznej PO i PiS zauważa, iż rząd Prawa i Sprawiedliwości zabiegał o to, aby zlikwidować pozostałości zależności wobec Rosji, zależności które trwają do dziś, a także o to, by "uzyskać to, co się Polsce jako dużemu krajowi należy. "Z tych zabiegów obecnie zrezygnowano w zamian za politykę która zadowala się medialnymi, bardzo słabymi pozorami i w tej sytuacji nic dziwnego że nikt nam nie chce nic dać. Wszystkie ważne sprawy przegraliśmy. (...)" - mówi prezes PiS.

W jego ocenie obecny rząd jest "w najwyższym stopniu niezdolny do tego, by w trudnej, czy w ogóle każdej sytuacji zarządzać czterdziestomilionowym krajem". "Platforma Obywatelska mogłaby oddać władzę tym, którzy potrafią rządzić. Myśmy zastali 4 procent deficytu, kiedy kończyliśmy było 2. W tej chwili jest 10. Gdy pożyczaliśmy pieniądze, wówczas za każdą złotówkę trzeba było oddać 1,4 zł, teraz jest to 3,5 zł. Trzeba talentu, żeby doprowadzić kraj do takiego stanu. Tak jest, bo takie są wymogi propagandowe - żeby ukrywać ogromny deficyt, to się go przesuwa w inne miejsca, które są nieporównywalnie droższe, bo jak pożycza budżet państwa, wówczas pożycza dużo taniej, niż gdy czyni to np. "fundusz drogowy". Takie są tego skutki, tymczasem nikt się nad tym nie zastanawia, nikt nad tym nie panuje i nie wie dokładnie jak z tym jest; poziom planowania jest coraz niższy. Po tych rządach będziemy się długo wybrzebywać".

Jarosław Kaczyński zapytany o rządowy plan konsolidacji finansów publicznych stwierdza, że plan ten to "kilka haseł opracowanych na kolanie", które on sam mógłby "stworzyć w 10 minut" - to nie jest żaden plan i "nie ma tu nic, nad czym w ogóle warto się choćby przez chwilę zastanawiać". Z kolei w kwestii reformy KRUS, zdaniem prezesa PiS może ona doprowadzić do "skazania na głód części wsi", zaś w przypadku wielkich gospodarstw, właściciele których "powinni płacić normalne ubezpieczenie" - zmiany przyniosą niewielkie sumy, ponieważ gospodarstw tych jest niewiele.

Prezes PiS podkreśla również propagandowy charakter rządów Platformy Obywatelskiej "w bardzo poważnej sytuacji" kraju. Jego zdaniem stan finansów państwa jedynie po części wynika z kryzysu gospodarczego - "są jednak i inne przyczyny zawinione przez ten rząd".

MP: Panie prezesie, jak Prawo i Sprawiedliwość chce odbudować zaufanie swojego naturalnego elektoratu, środowisk patriotycznych, w tych "Kresowiaków", zaufanie nadwyrężone skompromitowaną obecnie polityką wschodnią, której wyrazem ostatnio stało się nadanie przez Juszczenkę tytułu Bohatera Ukrainy Banderze oraz uznanie za heroiczne organizacje niepodległościowe zarówno OUN jak i UPA, wobec czego ani Prezydent, ani Prawo i Sprawiedliwość, ani żaden organ polskiego państwa nie zareagował oficjalnym potępieniem, jak również nie reagowano wcześniej, gdy Ukraina "brunatniała"? (pytanie to zadane zostało tuż przed medialnym upublicznieniem spóźnionego oświadczenia prezydenta - przyp. Red.)?

Jarosław Kaczyński: -Było jednoznaczne oświadczenie prezydenta w tej sprawie i nikt nie może mieć wątpliwości co do tego, czy jesteśmy za tym, aby nadawać Banderze tytuł bohatera. Nasza polityka wschodnia wynika z założeń strategicznych. Polska, która byłaby całkowicie od wschodu otoczona przez Związek Sowiecki, byłaby w nieporównywalnie trudniejszej sytuacji strategicznej. Tylko ludzie skrajnie naiwni, a takich wśród polskich polityków niestety nie brakuje, mogą sądzić, że mamy gdzieś poza naszym krajem obrońców gotowych w każdej sytuacji podejmować działania zabezpieczające. Stąd niepodległość Ukrainy jest taka ważna. A Ukraina jest taka, jaka jest. Na pewno źle, bardzo źle czyni dla Polski każdy, kto próbuje tutaj zaostrzać stosunki. Ale nie zmienia to faktu, że ja wielokrotnie nazywałem zbrodnie ukraińskie ludobójstwem. Co możemy w tej sprawie robić, to robimy, ale jednocześnie utrzymujemy stosunki z ludźmi działającymi na rzecz niepodległej Ukrainy, choć nie w każdej sprawie musimy się z nimi zgadzać. Żeby nie żyć w sferze mitów: właściwie to nie ma takiego kraju, z którego elitami politycznymi moglibyśmy się zgodzić w każdej sprawie. Na różne wydarzenia historyczne Polacy i np. Anglicy patrzą inaczej. Właśnie ujrzały światło dzienne dokumenty mówiące o tym, że Anglicy, łagodnie mówiąc, "nie byli wobec nas lojalni" w latach 1939-45 - czy w związku z tym mamy ogłosić, ze nie będziemy utrzymywać z nimi stosunków? Natomiast nie oznacza to, że skoro utrzymujemy stosunki, to nie będziemy o tym pisać. To są dwie strony tego samego medalu.

MP: Na czym polegał "negocjacyjny sukces" Traktatu Lizbońskiego?

Jarosław Kaczyński: -Sukces polegał na tym, że udało się pewne decyzje odwlec na wiele lat i mechanizm z Joaniny został tak skonstruowany, że Polska odzyskała pozycję wśród sześciu najsilniejszych państw europejskich. Ale generalnie traktat jest rozwiązaniem niełatwym - tyle tylko że na to, aby zaryzykować weto, polska elita polityczna i media musiałyby jednolicie popierać prezydenta i rząd, a i wtedy byłoby to bardzo ryzykowne. Przypomnijmy sobie, co się wtedy w Polsce wyprawiało, jak skrajną nielojalność wobec urzędującego prezydenta zabiegającego o polskie interesy wykazywała opozycja i większość mediów. Dlatego to jest pytanie bardziej do Państwa, niż do mnie".
/M. Poświatowski /

Podziel się ze znajomymi:
Czytany: 20346 razy,
ostatnio: 2020-11-30 10:30:47
Skomentuj artykuł:
Powrót