Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót2003-03-21

Po meczu KSZO - Lech

      Piłkarze "Kolejorza" wygrali drugi mecz wyjazdowy w tym sezonie. Od zdobytych punktów ważniejsze jest jednak to, że poznaniacy podbudowali się psychicznie przed kolejnymi, niezwykle ważnymi meczami

     

      Po porażce z Odrą Wodzisław lechici byli przybici, załamani. Natomiast gdy wychodzili z szatni w Ostrowcu, na twarzach pojawiał się szczery uśmiech. Widać było bowiem, że po zwycięstwie spadł im z serca ogromny kamień. - Teraz powinno być już górki - mówił kapitan "Kolejorza" Piotr Reiss. Pokonanie osłabionego KSZO nie jest bowiem tak ważne, jak podbudowanie się psychicznie przed kolejnymi niezwykle ważnymi występami. Szczególnie po drugiej bramce w grze poznaniaków widać było dużą swobodę w grze.


   

      Warto zwrócić uwagę na kilka pozytywnych punktów w grze poznaniaków:

     

      Plusy

     

      Trener Bohumil Panik podjął bardzo kontrowersyjną i odważną decyzję - wpuścił na boisko w pierwszym składzie Krzysztofa Piskułę, przez większość kibiców już właściwie skreślonego. To był strzał w dziesiątkę! Gdzie bowiem Piskuła miał się przełamać, jak nie w Ostrowcu? Gdyby środkowy pomocnik usiadł na ławce rezerwowych, mógłby już nie zagrać do końca rundy wiosennej. A to by oznaczało, że jest stracony dla Lecha. Tymczasem dobrym wystepem w Ostrowcu zasłużył na kolejne szanse. - To dobry piłkarz. Potrafił rewelacyjnie regulować tempo gry - stwierdził po meczu trener Panik. Może "Zenka" wypuszczać tylko w meczach wyjazdowych?

     

      Piotr Reiss. Wielu domagało się, by zakończył karierę. Tymczasem "Reksio" po raz kolejny udowodnił, że jeszcze nie zapomniał, jak gra się w piłkę. Dwa mecze wiosenne, bramka i trzy asysty. Wreszcie znalazło się dla niego optymalne miejsce na boisku. W środę był łącznikiem między pomocą a napadem.

     

      Współraca na lewej stronie Mirko Poledicy i Pawła Kaczorowskiego. Obaj mieli początek meczu słaby. Nie rozumieli się zbyt dobrze. Po dwóch kwadransach sytuacja się zmieniła. Oby tylko "Kaczor" mógł zagrać w sobotę w Katowicach. Po meczu z KSZO trzymał się bowiem za bolący bark. To efekt jednego ze starć z piłkarzem KSZO, który nie mógł go dogonić. - Mam nadzieję, że jest to tylko naderwanie i wszystko będzie dobrze - stwierdził.


   

      Dobrym posunięciem była rezygnacja ze zbyt częstych podań diagonalnych. Panik nakazał tym razem piłkarzom spokojne rozgrywanie piłki, szanowanie jej. Przyniosło to bardzo dobry efekt. Piłkarze KSZO byli bowiem momentami bezradni, gdy lechici spokojnie rozgrywali akcje.

     

      Minusy

     

      Trzeba jednak także zwrócić uwagę na elementy, nad którymi lechici muszą jeszcze pracować. Wymienimy dwa:

     

      Bronienie się przed stałymi fragmentami gry. Wcześniej zwracaliśmy uwagę, że rywale zbyt dużo bramek strzelają Lechowi po uderzeniach piłki głową. Uznaliśmy to za niedopuszczalne w sytuacji, gdy trzech z czterech obrońców ma ok. 190 cm wzrostu. W środę poznaniacy nie przegrali żadnego pojedynku główkowego we własnym polu karnym. Zabrakło jednak właściwej asekuracji przed nim. Często bowiem do wybijanych przez obrońców piłek dochodzili na 16 metrze rywale. Natychmiast oddawali strzały na bramkę Norberta Tyrajskiego. W ten sposób strzelili gola.


   

      Skuteczność. "Kolejorz" miał ponad 10 sytuacji podbramkowych, z których tylko trzy wykorzystał. Po części to efekt ciężkiego boiska, ale nie tylko. Bezwzględnie jednak poznaniacy muszą być w kolejnych meczach skuteczniejsi. W Katowicach raczej nie będą mieli tylu okazji.


   

     
/ Gazeta.pl/

Podziel się ze znajomymi:
Czytany: 19431 razy,
ostatnio: 2020-10-20 19:51:54
Skomentuj artykuł:
Powrót