Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót2006-08-07

Ten szczególny 1 sierpnia

Jarosław Dąbrowski- Jestem ofiarą politycznej czystki

Odwołany z funkcji komendanta powiatowego PSPw Ostrowcu Św. Jarosław Dąbrowski przyjął "Wiadomości" w niemalże pustym już gabinecie, z którym pożegnał się 1 sierpnia. Tę datę uważa za szczególnie znaczącą w swoim życiu. Właśnie 1 sierpnia został przyjęty do szkoły pożarniczej, a pięć lat później do pracy w ostrowieckiej jednostce. 1 sierpnia również odebrał wniosek o odwołanie ze stanowiska zajmowanego przez prawie 15 lat.

Kliknij na ikonę aby powiększyć załącznik
- Póki co nie ma żadnych oficjalnych uzasadnień pańskiego odwołania. Jedynym nieoficjalnym powodem jest konflikt ze związkiem zawodowym "Solidarność". Czy to on pozbawił Pana stanowiska?

- Nie uważam się za osobę konfliktową. Nie można tu mówić o konflikcie, raczej rozbieżności zdań, które przecież są wszędzie. Tylko, że te konkretne rozbieżności są raczej ze strony niektórych członków związku "Solidarność" działającego w komendzie. Oni, tak mi się wydaje, chcieli sztucznie sprawę rozdmuchać, żeby pokazać osobom nawet spoza straży pożarnej, że jest konflikt między komendantem a związkami.


- Czy ma to związek ze sprawą z ubiegłego roku, kiedy w anonimie zarzucono Panu niewłaściwe kierowanie jednostką?

- Nie wiem, pewnie jakiś związek miało. W końcu ktoś te donosy pisał, ja nie wiem kto. Tamta sprawa jednak została zamknięta, kontrola komisji nic poważnego nie wykazała. Niewielkie nieprawidłowości zostały usunięte w ciągu trzech miesięcy. To nie były znaczące sprawy, w końcu tylko ten kto nic nie robi się nie myli. Myślę, że ta sprawa nie zaważyła tak bardzo, jak wydarzenia tegoroczne. Już w maju wasza gazeta napisała, że mam być kolejną ofiarą czystek politycznych...


- Czyli czuje się pan taką właśnie ofiarą?

- Tak. Nie czuję się niczemu winny jeśli chodzi o pracę w komendzie. W ostatnim okresie dwukrotnie otrzymałem pisma, w których sugerowano pewne problemy i wiem, że zostały przekazane również osobom spoza Państwowej Straży Pożarnej, a nie tylko mnie i komendantowi wojewódzkiemu. To były sprawy przyziemne, typowo ludzkie i w końcu wyszło na to, że ja miałem rację. Nawet zasięgnąłem opinii komendanta wojewódzkiego w sprawie zarzutu, że nie konsultuję ze związkami sprawy przyznawania dodatków służbowych. Ustawa o związkach zawodowych mówi, że kierownik zakładu pracy ma obowiązek uzgadniać ze związkami zawodowymi regulamin nagród i premii. Nagrody uzgadniałem ze związkami zawodowymi, czegoś takiego jak premie u nas nie ma. Jest dodatek służbowy, który ma zupełnie inne umocowanie prawne. Komendant wojewódzki przyznał mi rację, że nie muszę ich uzgadniać. Były też zarzuty, że preferuję jeden związek. Podałem więc dokładne dane, z których wynika, że to związek zawodowy "Solidarność" jest troszkę bardziej preferowany niż ten drugi. Po prostu więcej "ich" ludzi miało przyznawane dodatki służbowe czy awanse na wyższe stanowiska. Ja nie klasyfikuję ludzi ze względu na to, do jakiej grupy należą.


- Kiedy te problemy zaczęły narastać?

- Drugi związek zawodowy w komendzie powstał w tym roku, ale różnice zdań występowały zawsze. Te sprawy byliśmy w stanie sami załatwić, tylko niektórzy nie potrafili pójść na kompromis. Trzymali się swojego zdania, praktycznie go nie uzasadniając, na zasadzie "a bo tak". Mówiłem zawsze, że nie jestem człowiekiem nieomylnym. Jeżeli ktoś mi mówi, że moje działania powinny być inne, że w czymś się mylę, zastanawiam się nad tym, konsultuję i przyznaję rację, jeżeli się okaże, że ktoś ją ma. Ale do tego trzeba dyskusji i chęci porozumienia.


- Kiedy dowiedział się Pan o odwołaniu?

- Pierwszy sygnał miałem 12 maja. W sobotę dowiedziałem się z prasy, że w piątek komendant wojewódzki był u starosty. Złożył wniosek o wydanie opinii w sprawie mojego odwołania. Wylano mi na głowę kubeł zimnej wody. Potem starosta przesłał wniosek do wszystkich samorządów powiatu ostrowieckiego...


-... które zdecydowanie Pana poparły i nie zgodziły się z pomysłem odwołania.

- Nie widziałem tych pism, ale rozmawiałem z samorządowcami i każdy powiedział, że ustosunkował się negatywnie do wniosku. Zgodnie z przepisami komendant miał obowiązek zasięgnąć ich opinii i to zrobił. Uważam, że skoro się to robi, to ta opinia powinna być wiążąca, ale niestety nie jest.


- Czy od maja ktoś z Komendy Wojewódzkiej kontaktował się z Panem w tej sprawie?

- Nie miałem żadnych informacji i nikt ze mną nie rozmawiał. 1 sierpnia w godzinach południowych, dostałem telefon, że jedzie tu zastępca komendanta wojewódzkiego z decyzją o odwołaniu mnie. Moje obowiązki przejął zastępca Waldemar Kopeć, ściągnięty z urlopu.


- Było jakieś uzasadnienie?

- Nie. Żadnego.


- I co dalej?

- Od 2 sierpnia jestem do dyspozycji komendanta wojewódzkiego. W piśmie odwołującym jest napisane, że zostaną mi przedstawione jakieś propozycje. Jeżeli będą na poziomie komendanta powiatowego to je przyjmę. Czekam do 20 sierpnia, ponieważ komendant wojewódzki jest na urlopie.


- A co jeżeli otrzyma Pan propozycję objęcia niższego stanowiska?

- Wtedy głęboko się zastanowię, czy opłaci mi się ją przyjmować. Mam za sobą 26 lat służby, do pełnej emerytury brakuje mi dwa lata. Niższe stanowisko chyba byłoby dla mnie nieopłacalne.


- Na pewno przykro jest żegnać się z jednostką po tylu latach?

- Tylko miesiąc zabrakło mi, żeby być komendantem przez 15 lat. Jest mi przykro, bo akurat powoływał mnie pierwszy solidarnościowy komendant wojewódzki, a teraz prawica mnie odwołała. Zresztą 1 sierpnia jest dla mnie datą graniczną. 1 sierpnia 1980 roku poszedłem do Wyższej Oficerskiej Szkoły Pożarniczej w Warszawie, 1 sierpnia 1985 roku podjąłem pracę w Komendzie Rejonowej w Ostrowcu Św., 1 sierpnia 2006 roku zostałem odwołany z funkcji komendanta powiatowego. Tyle tylko zostałem nim 1 września 1991 roku. 1 sierpnia to jakaś szczególna data w moim życiu.


- Ma Pan żal do podwładnych o te "gierki"?

- Nie mam żalu. Przez ostatnie trzy dni wyprowadzałem się stąd i powiedziałem oficjalnie, że jestem zadowolony z pracy tutaj i nie czuję się winny. To co zostawiam po sobie można uznać za sukces. Proszę sobie przypomnieć, jak wyglądała komenda jeszcze nie tak dawno temu. Jakimi strażacy jeździli samochodami, a jakie mamy dziś. Nie mam do nikogo żalu, po prostu skończył się pewien etap mojego życia. Mam nadzieję, że komendant coś mi zaproponuje, zresztą jestem związany tylko ze strażą. Nie mam ziemi, działalności gospodarczej, jedynym moim źródłem utrzymania jest Państwowa Straż Pożarna. Jeżeli odejdę, będę musiał czegoś poszukać, bo mężczyzna w sile wieku nie powinien siedzieć w domu i spędzać czas na gotowaniu obiadów.


- Odwołany z funkcji komendanta policji Andrzej Broda postanowił wystartować w wyborach samorządowych. Pan ma takie plany?

- Podczas moich rozmów z samorządowcami, w tych ostatnich trzech dniach kiedy jeździłem z podziękowaniami za współpracę, padały pewne propozycje i sugestie. Nie podjąłem jeszcze żadnej decyzji. Raz już próbowałem kandydować do Rady Miasta, nie udało się i trochę się zraziłem. Dziś nie mogę podjąć żadnej decyzji, bo jeszcze nie wiem nawet co będę robił za miesiąc.


- Dziękuję za rozmowę.
/A. Śledzińska/

Podziel się ze znajomymi:
Czytany: 12094 razy,
ostatnio: 2019-12-06 03:43:45
Skomentuj artykuł:
Powrót