Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót2003-10-19

Potrzebna pomoc w budowie schroniska dla zwierząt


Kliknij na ikonę aby powiększyć załącznik
      W Ostrowcu wciąż wracają problemy z bezpańskimi psami. Chyba każdy z nas spotkał watahę psów włóczących się po osiedlach, wzajemnie się gryzących i straszących dzieci.


    Od wielu lat mówiło się o potrzebie budowy schroniska dla zwierząt, ale ciągle coś stało na przeszkodzie. Do sprawy schroniska wracano, gdy zdarzyło się pogryzienie, jakiś dramatyczny incydent z udziałem zwierząt, ale kolejne ekipy rządzących chyba liczyły, że sprawa sama się rozwiąże i nie jest najpilniejsza dla miasta.


    Najważniejsza na pewno nie jest, ale wcześniej czy później musi być rozwiązana. Apelowanie do mieszkańców, by nie wyrzucali psów, niczego nie załatwiło i na ulicach znów pojawiały się porzucone, lub dziko urodzone nowe psy.


    -Jest uchwała Rady Miejskiej precyzująca obowiązki osób utrzymujących zwierzęta -mówi Andrzej Kowalski z Wydziału Ochrony Środowiska i Gospodarki Komunalnej. -Psy nie mogą być puszczane bez opieki, wyprowadzane muszą być w kagańcu i na smyczy.


    Kiedyś bezpańskie psy były wyłapywane i wywożone do Dymin. Po skargach "obrońców zwierząt" na warunki w Dyminach, schronisko odmówiło przyjmowania psów z terenu Ostrowca. Odmówiło również i w Radomiu, a po ogłoszonym przetargu w końcu schronisko w Mielcu zgodziło się, ale tylko na przywóz 4 psów miesięcznie. To zupełnie nie rozwiązuje problemu a wyłapanie psa i transport sporo kosztuje. Po prostu, w Ostrowcu musi być schronisko.


    Uchwałą Prezydium Zarządu Okręgu w Lublinie Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Polsce, w marcu tego roku zostało powołane ostrowieckie koło towarzystwa. Przewodniczącą Zarządu jest Zofia Słowińska, sekretarzem Jadwiga Witek, zaś skarbnikiem Anna Walczak. Jak zapewnia Zofia Słowińska, Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami nie ma nic wspólnego ze stowarzyszeniem "Animals", które właściwie przestało istnieć. Towarzystwo jest organizacją całkowicie społeczną, nie otrzymującą żadnych dotacji.


    Od zawiązania się koła w Ostrowcu jego członkowie natychmiast przystąpili do działań na rzecz utworzenia schroniska dla psów i kotów.


    Otrzymali jako prywatną darowiznę plac przy ul. Dębowej i rozpoczęli organizację schroniska. Ich radość z darowizny trwała krótko, bo okazało się, że właściciel terenu nie miał prawa go oddawać bez zgody rodziny. Wówczas Towarzystwo zwróciło się do gminy i we wrześniu otrzymało, umową użyczenia na trzy lata, ponad półhektarowy teren przy ul. Samsonowicza. Pani geodeta z UM bezpłatnie wykonała mapki.


    -To schronisko koniecznie musi powstać jeszcze przed zimą. Już w tej chwili mamy około sto psów, częściowo umieszczonych jeszcze przy ul Dębowej, a większość jest na przechowaniu w domach naszych członków -mówi prezes, Zofia Słowińska.


    -Towarzystwo jest na etapie załatwiania spraw administracyjnych mówi Andrzej Kowalski, który z ramienia Urzędu Miasta stara się mu pomagać. -Dobrze, że jest grupa osób, które z takim poświęceniem opiekują się tymi zwierzakami. Ale utworzenie schroniska nie jest łatwe. Cały teren musi zostać ogrodzony, potrzebne są boksy dla psów, jakieś pomieszczenie dla lekarza weterynarii, potem odbiór sanepidu. Będzie z tym trochę kłopotu.


    -Zwracamy się do wszystkich firm budowlanych, tartaków, ludzi indywidualnych o pomoc -mówi szefowa stowarzyszenia. -Dostaliśmy trochę przęseł z rozbieranego dawnego Polmozbytu przy ul Polnej. Dziękujemy.


    Ale to za mało na ogrodzenie. Może któraś z firm ma niepotrzebną siatkę, stare pakamery lub barakowozy, potrzebne nam jest drewno, blacha na budy. Musimy jakimś sposobem doprowadzić tam światło i wodę. Dostajemy dość dużo żywności dla psów z Championa, ale bardzo potrzebujemy tzw. suchej karmy. Może dzieci ze szkół zechciałyby zaprzyjaźnić się z naszymi pieskami i kotkami, zbierać dla nich karmę, jak robią to dzieci z SP Nr 1 z panią Zborowską? Może wspólnie jakoś ulżymy doli biednym zwierzętom? A może odwołać się w tej sytuacji do św. Franciszka, który tak bardzo kochał "naszych najmniejszych braci"? Zagubione w mieście zwierzęta są skazane na niebezpieczeństwa drogowe, głód i zimno. Wiele z nich cierpi nie tylko fizycznie - kiedyś traktowane jak maskotki spały na poduszkach. Kiedy stały się zbyt uciążliwe, trafiły na ulice. Inne, urodzone w jamach pod krzakami od małego skazane na radzenie sobie "po psiemu", plątają się z zapadniętymi bokami w poszukiwaniu jedzenia.


    Psy to nie dzieci. W wielu rodzinach dziś dzieci są głodne. Ale to nie znaczy, że nie możemy przygotować bud dla psów, dać im schronienia i miski przeterminowanej żywności.


    Wykorzystajmy zapał ludzi, którzy społecznie chcą się opiekować zwierzętami. Nie wierzę, że w żadnej z firm budowlanych, kolejowych nie ma zniszczonych pakamer, nie ma kawałków siatki czy ogrodzenia. Podaję telefon do szefowej towarzystwa: 248 -12 -30, albo do Urzędu Miasta do pana Kowalskiego: 26520-21 wew. 174. Kiedy zwierzęta znajdą schronienie, będzie bezpieczniej na ulicach i osiedlach. Wtedy zagrażać nam będą już tylko ludzie.


    K Żak
/ /

Podziel się ze znajomymi:
Czytany: 13436 razy,
ostatnio: 2020-10-28 09:15:09
Skomentuj artykuł:
Powrót